Niedojrzały układ pokarmowy.

Kiedy myślałam, że problemy brzuszkowe mamy już za sobą, a macierzyństwo będzie dla mnie już jak bułka z masłem, to życie znów zasadziło mi bolesnego kopa w tyłek.

Istnieje takie pojęcie jak niedojrzały układ pokarmowy. Poznałam to pojęcie w 6 tygodniu życia mojego dziecka. Młoda zaczęła wypijać 20-30 ml mleka i nagle wrzask, płacz, wypluwanie mleka. Za chwile gorączkowo szuka butelki, pociągnie dwa razy i znowu to samo. Początkowo myśleliśmy, że wracają kolki, więc zwiększyłam ilość kropli, ale nie dało to żadnego efektu. Udałam się z nią do lekarza, bałam się, że może to być nietolerancja laktozy albo jakaś alergia pokarmowa. Usłyszałam diagnozę: „Pani córka ma swoje humorki”.

WTF?

Humorki? To ten płacz, krzyk, czerwona buzia to według niej humorki? Nie potrafiłam uwierzyć w to co usłyszałam. Podziękowałam za wizytę, zapakowałam córkę do nosidełka i wróciłam do domu z moim 5-cio kilogramowym Szczęściem. Zadzwoniłam do prywatnego lekarza, przyjechała jeszcze tego samego dnia. Zbadała Małą (swoją drogą, dużo dłużej i dokładniej niż w przychodni), dopytała o wszystkie szczegóły związane z jedzeniem, mlekiem, trybem dnia. Według jej opinii układ pokarmowy u dziecka dojrzewa do 12 tygodnia życia i niestety musimy swoje przecierpieć, bo główną rolę odgrywa tutaj czas.

Pokazała jak masować brzuszek, poleciła maść na wiatry (i znów musiałam ją ściągać z Niemiec), przepisała receptę na lek, który miał być dla nas ostatecznością (na szczęście nie musieliśmy z tego korzystać). Powiedziała też, żebym karmiła mniej, a częściej bo możliwe ze żołądeczek córki nie radzi sobie z ilością mleka, która jest przypisana na jedną porcję w stosunku do jej wieku.

Każdy dzień był lepszy. Wiedziałam, że dobrze zainwestowałam 50 zł w prywatną wizytę.

Do przychodni już nie pójdę, a już na pewno nie do tej lekarki.

Matka Wariatka

 

dziecko, butelka, mleko, niemowle, matka

Reklamy

Majówka

W tym roku majówka okazała się wielką majówką, wspaniałe otwarcie sezonu grillowego. Ja też się załapałam na grill i coaching. Moim guru został mąż koleżanki, od lat dobrze sobie radzący w biznesie, a sądząc po nowym samochodzie więcej niż dobrze. Tak wiec mój guru nad karkówką i z winem w ręku wyznaczył mi zadanie czyli autodiagnozę.

Mam zdiagnozować czy ma predyspozycje do prowadzenia biznesu. Rzeczony mąż twierdzi, że tak, ale ponieważ jestem uparta i niedowiarek (ja????) to mam sobie sama odpowiedzieć na parę pytań.

Dlaczego właściwie myślę o własnej firmie. I tu na pierwszy plan wysunęła się chęć uniezależnienia się od innych – inni to miedzy innymi mój szef w korpo, ale nie mniej ważne jest to, że mogłabym wykonywać zadania, które sprawiają mi przyjemność, a nie te, które muszę np. statystyki dla statystyk 🙂 no i mam wiedzę, umiejętności, mam też samodyscyplinę i samodzielna kontrola czasu pracy nie jest mi obca – jestem zadaniowcem i tyle. No i na końcu a może w środku, marzycielstwo czyli perspektywa wysokich zarobków.

Tak, więc prawdopodobnie jeżeli będę konsekwentnie i ciężko pracować,  zwłaszcza na początku to szansa na rozwój i samodzielność jest duża. Właśnie ta myśl intryguje mnie od pewnego czasu. Właściwie to ona za mną chodzi, a powoli nawet i biega.

Mój karkówkowy guru twierdzi też, że bez przekonania o własnej wartości trudno myśleć o sukcesie. Wiara we własne siły i umiejętności to podstawowy czynnik pozwalający na pokonywanie trudności, które z całą pewnością pojawią się na drodze do zdobywania klientów, rywalizacji z konkurencją. I tu leży mój pogrzebany pies. Chyba nie mam dość tej wiary. A może mimo narzekania dobrze mi w mojej niekomfortowej strefie komfortu?

Grill zjedzony, wino wypite, test od guru rozwiązany … a ja tymczasem prasuję kostiumik na jutro do biura, tylko czy na pewno chcę tam iść?

Żądna Sukcesu

Podjęłam decyzję – wracam do pracy

Pierwsze problemy finansowe – spodziewałam się tego (pewnie zrujnował mnie ten Szumiś!).

Zero dodatków, zero premii, goła podstawa macierzyńskiego, oj… poszaleć za to nie mogłam, tym bardziej, że dziecko pochłania sporą część wypłaty. Drogie mleko na kolki, pampersy, maści, kremy, chusteczki nawilżane, tona kosmetyków, płyny hipoalergiczne. Wszystko to idzie w ilościach hurtowych i znika w mgnieniu oka.

Pojawiły się pierwsze myśli dotyczące powrotu do pracy. Nie spałam kilka nocy, rozważałam plusy i minusy. W końcu podjęłam decyzję – wracam do pracy po 6-ciu miesiącach.

mama, mamawpracy, macierzynstwo, mamawracadopracy, dziecko

Jako dziecko nie miałam wiele – bo rodzice sami wielkiego majątku nie posiadali. Pomimo tego, że oboje pracowali to dom był wieczną studnią bez dna, w którą zawsze trzeba było inwestować. Dlatego postanowiłam, że moje dziecko dostanie to co najlepsze, sobie odmówię, aby córce pokazać kawałek świata.

Tak, do mojego planu były potrzebne pieniądze.

Tak, wróciłam do pracy.

Nie, nie jestem zwyrodniałą matką.

Nie, nie oceniajcie mnie – po raz kolejny zrobiła to rodzina.

 

Moja matka uznała, że jestem nie tylko szalona, ale też niepoważna. Miło usłyszeć słowa wsparcia!

Teściowa prawie mnie zlinczowała i skazała na wieczne pokutowanie w pierwszej ławce w kościele. Ma poczucie humoru, serio.

Matka Wariatka

A może rozpocząć pracę na własny rachunek?

Nie jestem przesądna, a tymczasem spotykają mnie – no właśnie co, znaki? impulsy? wskazówki?

Byłam u fryzjera, to niby w przypadku kobitki 30+ nic odkrywczego, ale … Jak zawsze wpadam, zdyszana, na ostatni moment, ale o czasie, bo ja już jestem taki typ, który szanuje czas 😉 i ludzi, którzy szanują godziny spotkań. Kogo widzę na sąsiednim fotelu? Moją byłą klientkę. Bardzo rzeczowa i sensowna babeczka. I tak od słowa do słowa co słychać, niedawno zmieniła pracę i awansowała, i nagle pada zdanie – Pani Asiu, a nie myślała, Pani o tym, żeby zostać freelancrem. Czy myślałam? O niczym innym od pół roku nie myślę tak intensywnie , jak o tym. Wiec, mówię, że tak, właśnie się zastanawiam nad taką drogą i słyszę, jak już Pani otworzy firmę to zapraszam do kontaktu. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy. Myślę, miło, mam satysfakcje, ktoś mnie docenił.

Dwa dni później dzwoni kumpela. Po poradę dzwoni i to jaką. Aśka nie masz jakiejś koleżanki, takiej co umie i robi takie projekty jak Ty? Wiesz co ma swoja firmę, znaczy się faktury wystawia. Znajomy szuka i nie może wziąć dużej agencji, bo taką już ma, narzuconą, innej mu nie pozwolą. Ale wyżebrał zgodę na Interima, niezła kasa, a ty w tym środowisku tyle lat. Daj namiar na kogoś sensownego. Mówię, Ci super fucha, ach szkoda, ze ty nie robisz takich zleceń.

No na razie nie robię, ale może powinnam. Może to znak, może gdybym się rozejrzała, odświeżyła kontakty to byłyby zlecenia, Klienci?

Tymczasem idę na majowy grill do koleżanki ze studiów, będzie trochę znajomych, powspominamy, poradzę się Jakuba – mąż koleżanki, mądry facet i od paru lat na swoim. Może podpowie, oceni moje pomyły.

A i zapomniałam się pochwalić, zaliczyłam, tzn. zdobyłam dyplom ukończenie Internetowych Rewolucji, więc pierwsza wiedza z zakresu netu, już zdobyta. Daje to pewne pojęcie o wyobrażeniu, no może nie ogromne, ale pewne sformułowania i nazwy, mogę przesunąć z rejonu czarnej magii do szarej.

Żądna sukcesu

 

Kolki, kolki. Okropne kolki!

Co znaczną kolki u dziecka wiedzą tylko rodzice, którzy tego okropieństwa doświadczyli.

Jak byłam w ciąży to ktoś mi powiedział „dziecko w pierwszym miesiącu życia tylko pije mleko i śpi!”.
Jaka głupia byłam, że w to uwierzyłam! Kolki dopadły nas już w 2 tygodniu i z całą pewnością mogę napisać, że przeżyliśmy piekło. Prawdziwe, okropne, bolesne piekło.
Córka zwijała się z bólu, płakała dzień i noc, nie pomagało noszenie na rękach, zabawianie, kołysanie, śpiewanie. Najgorsze napady przychodziły wieczorem, wtedy robiła się purpurowa z bólu, wrzeszczała i nie szło jej utrzymać na rękach, bo tak się prężyła i zwijała.
Nigdy nie byłam aż tak czuła na ból u drugiej osoby, dopóki nie zostałam mamą, a ból dotyczy MOJEGO DZIECKA.
Bezsilność, nie potrafimy pomóc, tulimy, nosimy, kołyszemy – nic
Krople na kolki (ponoć najlepsze, ściągane z Niemiec) – nic nie pomogły
Butelki antykolkowe – bzdruda i naciąganie rodziców na kasę
Zmiana mleka – mamy malutki postęp, wrzask jest wieczorami nieco krótszy i kolki szybciej ustają. Rodzice widzą światełko w tunelu.
Suszarka – cisza… absolutna cisza na czas uruchomienia suszarki. Euforia! Pomogłam! I nagle zdałam sobie sprawę z tego, że przecież suszarka się prędzej czy później przepali! Nie, nie, nie!
Dzwonię do męża, który akurat był w pracy na nocnej zmianie i błagam go aby po pracy (o 6 rano!) kupił gdzieś drugą suszarkę. Uspokoił mnie i powiedział, że mam wyszukać szumy na YouTubie. Przynajmniej jeden trzeźwo myślący. Co ja bym bez niego zrobiła ❤

Swoją drogą, chwała za internet i nowoczesne technologie!

Od tamtej pory chodziła u nas suszarka, okap w kuchni i odkurzacz (przy okazji dziennie przeleciałam dywany i podłogi, nigdy nie miałam tak czysto!)

Co więcej, w mgnieniu oka i bez wahania kupiłam Szumisia, który okazał się być zbawieniem. Najlepiej zainwestowane 170 zł w moim życiu. Mała zasypiała z misiem w łóżeczku, przy szumie bicia serca.

Spokój, najgorsze za nami!

niemowle, dziecko, macierzynstwo, szumis, matka

I tym razem plułam sobie w twarz, że jestem złą matką bo nie karmię piersią i te kolki na pewno są przez mleko modyfikowane – Matka Wariatka.

Jak przetrwać z mężczyzną na diecie?

Dawno mnie tutaj nie było, ale dni tak szybko uciekają, a ja większość czasu spędzamy w sklepie. I to wcale nie na zakupach 😀 biorę więcej zmian przy wykładaniu towaru, ale to niestety ciągle za mało…
Wiem, że Ludwik stara się jak może, ale nowa praca wcale nie okazała się taka dochodowa jak przedstawili to na rozmowie kwalifikacyjnej. To nie jest Jego wina, ale ciągle chodzi nerwowy i zaczynam go namawiać na zmianę pracy. Ile można liczyć na pomoc rodziców? O ile moi wspierają nas jak mogą, to teściowa chodzi i powtarza „a nie mówiłam, że sobie nie poradzisz?” Nie ma to jak motywacja dziecka… Mi zostaje przeglądać oferty, przecież mówią, że pracy jest dużo. Oby też takiej za dobre wynagrodzenie, co się odkujemy.
Jakby nerwów było mało, mój mąż postanowił przejść na dietę! Wyobrażacie sobie mężczyznę, który kocha jeść smażone mięso, wieczorem chipsy, na to cola, który ma zacząć jeść zdrowo? Ja też blado to wdziałam 🙂 Ale ja go do tego nie zmuszałam. Sam zobaczył, że jego brzuch niebezpiecznie wychodzi poza resztę ciała i postanowił to zmienić. Minął już tydzień i na razie mnie zaskakuje. Nie podjada po kątach, a mało tego je takie produkty, na które wcześnie nawet by nie spojrzał w sklepie. Pije koktajle z jarmużu, zielonej pietruszki, a nawet humus 😀 Jak na Ludwika to nawet mało narzeka, tylko wieczorem chodzi i powtarza „głodny jestem, muszę iść szybko spać”. Ja przy okazji może też na tym skorzystam i zrzucę kilka kilogramów, a przydałoby się do lata zostało niewiele czasu. Właściwie pewnie i tak nie będzie kiedy założyć stroju kąpielowego – urlopu i wyjazdu w tym roku na pewno nie będzie.

Tymczasem życzę Wam udanej majówki 🙂 pysznego grilla i miłego relaksu w gronie przyjaciół. My w tym roku posmakujemy cukinie z grilla w ramach diety oczywiście 😀

Niespełniona

grill, cukinia, majówka, szaszłyk, jedzenie

Kient nasz Pan

Słońce, zieleń, wiosna, a ja tymczasem zdołowana. Bo znów nie zrobię planu, tak jakby zależał on tylko ode mnie. A tak nie jest, szef niby to rozumie. Klient też, ale jak przychodzi co do czego to, Aśka jak ty dobierasz kandydatów, że nie przychodzą, że tak słabo wypełnili test kompetencyjny itd. Przecież to nie ja wypełniałam test i nie ja napisałam w cv, że jestem guru programowania, a jak przyszło do rozmowy to ….
I tłumacz człowieku, że wydłubałam najlepszych kandydatów, jakich się dało, że dawno już zgłaszam, żeby zainwestować w inne metody rekrutacji …. Że warunki w firmie X (prezesem jest kolega szefa) mocno odbiegają od rynkowych, ale nie, nie można Klientowi powiedzieć, że problemem jest kasa, bo przecież my jako profesjonaliści powinniśmy stanąć na wysokości zadania.
I Klient, Pani Joanno tyle lat doskonałej współpracy i co się teraz dzieje, tak w Panią wierzyłem. Ja tego człowieka potrzebuje, nie dam wyższej pensji …
I co z tego, że zamknęłam dwa inne projekty, skoro na tym, na którym zależy szefowi leżę.
I znów zaczynam się zastanawiać, może czas pracować dla siebie, brać zlecenia na własnych zasadach. Pracuję najlepiej jak potrafię, wkładam całą wiedzę, serce i co mam? Doła w nagrodę. Nie, nie poddam się bez walki, to nie ja. Zamknę tą rekrutację i pokażę, że jestem profesjonalna. Nie dla szefa, a dla siebie. Tymczasem do jutra relaks a może nie, nie relaks pomyślmy co dalej z moją drogą zawodową, czego chcę i co daje mi zadowolenie.

Żądna Sukcesu